Aktualności | 2026-01-28

Stek z Argentyny vs stek z Polski. Cena to nie jakość


Kupując wołowinę, konsument chce mieć pewność, że jest ona zdrowa i smaczna. Taką gwarancję daje mięso z bydła wyhodowanego w UE – tu zdrowie zwierząt jest kontrolowane i udokumentowane. W Mercosur standardy są inne – tam zwierzętom podaje się antybiotyki i stosuje hormony wzrostu niedozwolone w UE. Kontrola na granicy Unii nie obejmuje każdej partii mięsa. Nie daje gwarancji jakości każdego steka.

Zdrowe zwierzę = dobre mięso

Przede wszystkim musimy powiedzieć jedną rzecz, choć może zabrzmi to brutalnie: mięso, które jemy, pochodzi ze zwierząt. I jest ono dokładnie tak zdrowe, jak zdrowe było zwierzę, które to mięso nam „dało”. Tu nie ma filozofii ani marketingu – jest biologia.

Jeśli krowa, jałówka czy byk żyły w warunkach dobrostanu, rosły w swoim naturalnym tempie, bez stresu i bez popędzania hormonami wzrostu, to były po prostu zdrowe. A zdrowe zwierzę buduje mięśnie w sposób naturalny. Te mięśnie to później mięso, które trafia na ladę sklepową, na patelnię i na talerz.

Dlatego dobra wołowina ma naturalną strukturę, smak i teksturę, których nie da się „dorobić” na końcu produkcji. Jakość nie powstaje w chłodni ani w opakowaniu. Powstaje dużo wcześniej – na pastwisku, w oborze, w tempie narzuconym przez naturę, a nie przez harmonogram produkcji.

To właśnie ten prosty związek: zdrowe zwierzę, dobre mięso – jest punktem wyjścia dla wszystkiego, co konsument powinien wiedzieć o wołowinie. Bez niego cała reszta przestaje mieć znaczenie.

Unia Europejska: odpowiedzialność, kontrola, dokumenty

W Unii Europejskiej prosty związek – zdrowe zwierzę, dobre mięso – jest normą. Wynika z odpowiedzialnego podejścia hodowców, którzy dbają o zwierzęta będące podstawą ich pracy i źródłem utrzymania. Ale ponieważ człowiek jest tylko człowiekiem, w całej UE przyjęto także przepisy jasno określające, jak ma wyglądać hodowla i co rozumiemy pod pojęciem tzw. bezpieczeństwa żywności.

Zdrowie bydła jest badane, opisywane i nadzorowane przez służby weterynaryjne. Dzięki identyfikacji zwierząt – m.in. kolczykom – każde z nich ma swoją historię: wiadomo, skąd pochodzi, jak było utrzymywane oraz czy i kiedy było leczone. Antybiotyki podaje się nie „na wszelki wypadek”, lecz wtedy, gdy zwierzę rzeczywiście ich potrzebuje – bo, jak każdy organizm, także ono może chorować.

Zakazane są natomiast hormony przyspieszające wzrost bydła. Nie z powodów ideologicznych, lecz dlatego, że ingerowanie w naturalną biologię zwierzęcia odbija się później na jakości mięsa i na zdrowiu człowieka.

Dla konsumenta oznacza to jedno: kupując wołowinę z UE, nie musi zgadywać, czy mięso jest dla niego zdrowe (oczywiście pod warunkiem, że nie jest przeterminowane). Nie musi wierzyć na słowo producentowi ani reklamie. Może zakładać, że pochodzi ono ze zwierzęcia żyjącego w dobrostanie. To właśnie dlatego europejska wołowina uchodzi za mięso wysokiej jakości.

Mercosur: latyfundia, czyli przemysł hodowlany

W Unii Europejskiej żywność wciąż wytwarza się przede wszystkim w gospodarstwach rodzinnych. To efekt historii, kultury i struktury wsi. Rolnicy – także ci produkujący na większą skalę – pozostają bezpośrednio związani ze zwierzętami i odpowiadają za ich zdrowie od początku do końca.

W krajach Mercosur wygląda to inaczej. Gospodarstwa rodzinne posiadają tam zaledwie niewielką część ziemi rolnej. Reszta należy do wielkich posiadaczy ziemskich i międzynarodowych koncernów. Hodowla bydła jest elementem przemysłowego łańcucha produkcji żywności, nastawionego na wolumen i tempo, a nie na zdrowie pojedynczego zwierzęcia.

Efektem jest skala. Setki tysięcy sztuk bydła utrzymywane są na otwartych terenach tylko do momentu, gdy osiągną odpowiedni wiek. Następnie trafiają do feedlotów – zamkniętych przestrzeni, gdzie przy ograniczonym ruchu i wysokokalorycznej paszy szybko przybierają na wadze przed ubojem. To standardowy etap produkcji wołowiny w Mercosur.

W takim modelu rutynowo stosuje się antybiotyki. Jak wykazała delegacja rolników z Irish Farmers’ Association, leki dla zwierząt można tam kupić bez recepty, bez dokumentacji choroby i bez realnej kontroli weterynaryjnej. Legalnym narzędziem przyspieszania chowu pozostają także hormony wzrostu – substancje zakazane w Unii Europejskiej.

Przy takiej skali hodowli nie istnieje historia zdrowia konkretnego zwierzęcia dostępna dla europejskiego konsumenta. Jest partia mięsa, wolumen i termin dostawy. Tego, czym zwierzę było leczone i jak często, nie da się odczytać z mięsa, które przypłynęło do Europy w chłodni kontenerowej.

Dla konsumenta oznacza to jedno: nawet najbardziej skrupulatna kontrola graniczna nie cofnie historii produkcji. Nie pokaże, czy w wołowinie z Mercosur znajdują się bakterie odporne na antybiotyki. A właśnie z tego powodu w Unii Europejskiej stosowanie antybiotyków w hodowli zwierząt jest dziś tak restrykcyjnie ograniczane.

Wybór należy do konsumenta

Wysoka cena wołowiny z Mercosur bywa myląca. Stek z Argentyny potrafi kosztować w Europie około 200 zł za kilogram, podczas gdy dobry stek z polskiej wołowiny można kupić już od 70 zł za kilogram. Ta różnica nie jest dowodem wyższej jakości mięsa z Ameryki Południowej. Wynika z kosztów transportu przez Atlantyk oraz z intensywnej, kosztownej promocji wołowiny z Mercosur na rynkach europejskich. Cena odzwierciedla logistykę i marketing, nie zdrowie zwierzęcia ani jakość mięsa.

Gdy w sklepie sięgasz po steka z kraju Mercosur, powinieneś mieć świadomość, że mięso, które chcesz kupić, pochodzi ze zwierzęcia, o którego zdrowiu nic w Europie nie wiemy. Co prawda tamtejsi producenci, a zwłaszcza operujące tam sieci handlowe, zabiegają już o unijne certyfikaty – ale nie znaczy to, że w Ameryce Płd. będą stacjonować unijni weterynarze i kontrolerzy.

Póki co, słynne argentyńskie steki nie mają swojej „książeczki zdrowia”. Kupując takiego steka wiedz, że nie wiesz, co będziesz jadł.

Oczywiście, nikt nie ma obowiązku kupować tylko polskiej wołowiny – choć to inwestycja we własne bezpieczeństwo indywidualne i zbiorowe, bo własna produkcja żywności jest jedyną realną ochroną przed głodem w czasie wojen i pandemii.

Wybór należy do nas. Wybierajmy świadomie.