Środowisko i zrównoważony rozwój
Aktualności | 2026-09-30

Bydło przeciw pożarom. Dlaczego w Galicji wraca wypas cacheny?

Miniaturowe rudobrązowe bydło o długich rogach i niewielkich wymaganiach żywieniowych staje się szansą dla ludzi zagrożonych pożarami lasów. Cachena, znane jako „kozy-krowy”, je prawie wszystko, w tym roślinność porastającą zaniedbane grunty i leśne podszycie. Zjadając trawy, jeżyny i krzewy, ogranicza ilość paliwa, które pozwala ogniowi rozprzestrzeniać się i docierać do domów.

Ponad 250 tys. ewakuowanych osób i przeszło 240 uszkodzonych budynków – taki był bilans dwóch lipcowych pożarów w roku 2026 w południowo-zachodniej Francji. Ogień objął tam ponad 43 tys. hektarów. W Hiszpanii od początku roku do 23 września spłonęło niemal 300 tys. hektarów. W całej Unii Europejskiej – blisko 679 tys., prawie dwa razy więcej niż wynosi średnia dla tego samego okresu w latach 2006–2025. Płonęły lasy, zarośla i trawy. Ludzie musieli opuszczać domy zagrożone przez pożary, a wysokie temperatury powietrza i wysuszona roślinność utrudniały strażakom opanowanie ognia.

Rok wcześniej Unia doświadczyła najgorszego sezonu pożarowego od początku porównywalnych pomiarów EFFIS w 2006 roku – spłonęło wówczas około 1,08 mln hektarów. W pierwszych trzech tygodniach sierpnia niemal jednocześnie w Hiszpanii i Portugalii wybuchły 22 wielkie pożary, które objęły ponad 460 tys. hektarów.

Dlaczego wybuchają pożary

Pożar niezamieszkanych terenów porośniętych roślinnością: lasów, pastwisk, łąk, innych nieużytkowanych gruntów, wywołuje albo zaprószenie ognia przez człowieka, albo piorun; o tym, jak rozwinie się pożar, decydują także wiatr oraz wilgotność, ilość i układ łatwopalnej roślinności. Znakomitą pożywką dla ognia są wyschnięte trawy, jeżyny i gęste krzewy, a zarośla pod drzewami mogą przenieść płomienie wyżej, do koron. Im więcej takiego paliwa i im mniej przerw między nim, tym trudniej zatrzymać pożar.

Taka roślinność z reguły nie występuje tam, gdzie aktywnie działa człowiek, który orze, kosi, zbiera, wycina i generalnie zarządza terenem. Nie występuje także tam, gdzie utrzymywane jest bydło regularnie pobierające rośliny jako paszę.

Ale tam, gdzie – jak w Galicji, na północnym zachodzie Hiszpanii – mieszkańcy pozostawiają wsie i przenoszą się do miast, grunty rolne zarastają dziką roślinnością. Najbardziej ekspansywne gatunki roślin niszczą bioróżnorodność, niekoszone wysychają i stają się podatne na ogień. Taką zależność potwierdza Europejska Agencja Środowiska.

Podobnie dzieje się w lasach, które nie są zarządzane przez leśników – sztuczne monokultury łatwopalnych drzew, niepoprzecinane miejscami pozostającymi po wyrębie, pozbawione wież strażniczych i dróg, są trudne do opanowania, gdy płoną. 25 kwietnia 2026 r. w rezerwacie Lasy Naturalne Puszczy Białowieskiej wybuchł pożar obejmujący, wg informacji Nadleśnictwa Białowieża, 4,5 ha – dym dostrzeżono z wieży Nadleśnictwa Hajnówka. Ugaszono go dzięki szybkiemu wykryciu i sprawnej akcji gaśniczej, którą umożliwiały przejezdne dojazdy.

Oczywiście mało podatny na pożar jest też stary las – ale musi on być bardzo stary. Jeśli „drzewa samoistnie wysiewają się z nasion, rosną, budują zróżnicowaną strukturę lasu, obumierają i rozkładają się, stając się budulcem dla kolejnych pokoleń drzew”, w lesie tworzą się siedliska wilgotne i bagienne, a leżące kłody zwalonych drzew obrastają mchem i innymi roślinami – taki las jest mało podatny na ogień, na co zwracają uwagę autorzy miniprzewodnika naukowego „Puszcza Białowieska”.

Tyle, że takich lasów w zasadzie nie ma – Puszcza Białowieska jest wyjątkiem w Europie.

Cachena – bydlęca „straż pożarna”

Zależność pomiędzy zarządzaniem przyrodą przez człowieka a pożarami zauważono w Galicji – hiszpańskim regionie znanym w Polsce z miasta Santiago de Compostela. Gdy w roku 2017 w miejscowości Vincios wybuchł pożar, miejscowa ludność uświadomiła sobie, że wypas bydła, owiec i kóz skutkuje brakiem suchej roślinności trawiastej i krzewiastej. W efekcie na opuszczone tereny wróciło bydło cachena – zanikająca już, a niegdyś bardzo popularna, starożytna rasa bydła miniaturowego, o rudobrązowej sierści i długich rogach. Organizacja BOAGA podaje, że pod koniec lat 90. XX w. było tylko ok. 400 sztuk tego bydła – obecnie pogłowie liczy już ok. 8 tys. sztuk zwierząt.

– „Ten obszar zawsze płonął (…) dzięki hodowli zwierząt możemy utrzymać lasy otwarte, zarządzane i pod kontrolą (…) Rodzime zwierzęta utrzymują zarośla na odpowiedniej wysokości, tak aby nie stawały się niebezpieczne. Są idealnie przystosowane do takiego terenu jak nasz” – powiedział Reutersowi José Taboada, koordynator wspólnoty gruntowej w Vincios – miejscowości leżącej w gminie Gondomar, w prowincji Pontevedra.

Jak podaje Reuters, „Vincios jest jedną z około 3000 społeczności w Galicji, które jako kolektywy zarządzają około 700 000 hektarów, co stanowi jedną czwartą powierzchni regionu. Praktyka ta sięga czasów średniowiecza, a formalnie została zalegalizowana w 1989 r.”.

Również w pobliskim Couso za symboliczną opłatą wspólnota udostępniła producentowi bydła 20 hektarów – dziewięć krów, buhaj i dwa cielęta pod kontrolą człowieka zjadają między innymi jeżyny i odrosty akacji, kolejno na pięciohektarowych fragmentach. Poruszają się swobodnie, teren nie jest ogrodzony, ale granice wypasu wyznacza sygnał GPS – gdy zwierzę zbliża się do granicy, obroża emituje ostrzegawczy dźwięk; jeśli zwierzę idzie dalej, otrzymuje krótki impuls elektryczny i uczy się zawracać.

Prezes wspólnoty Xosé Antón Araúxo oszacował możliwe oszczędności na oczyszczaniu terenu na nawet 1500 euro rocznie na hektar.

Przykład Vincios zachęcił innych: na hodowlę przeżuwaczy zapobiegających pożarom zdecydowali się również właściciele ziemscy i spółdzielnie w Andaluzji, Katalonii i Kastylia-La Mancha.

Siedliska ludzkie potrzebują zwierząt

Regulowanie wypasem bydła rozwoju roślinności otwartych terenów jest istotne nie tylko dla ograniczania zagrożenia pożarem – utrzymanie otwartych łąk, wrzosowisk i pastwisk pozwala przetrwać gatunkom związanym z naturalnymi siedliskami, które po odejściu zwierząt, stopniowo zarastając krzewami i drzewami, przestają stwarzać warunki życia dla tych gatunków.

Autorzy analizy Komisji Europejskiej „The EU bovine sector and grass-based ruminant livestock farms”, opublikowanej w lipcu 2026 roku zwracają uwagę, że europejskie siedliska były kształtowane przez wypas przez tysiące lat i usunięcie zwierząt uruchamia ich dalsze zarastanie. Analiza wskazuje, że około jednej trzeciej typów siedlisk wymienionych w załączniku I dyrektywy siedliskowej, zajmujących ok. 35 mln hektarów, zależy od ekstensywnego wypasu bydła, owiec, kóz lub koni. Dla ochrony przyrody znaczenie ma zatem obecność stada, jego liczebność i sposób prowadzenia wypasu, dobrany do konkretnego siedliska.

To podejście wykorzystują również projekty programu LIFE: w Katalonii narzędzie SilPas wspiera zarządzanie krajobrazem wskazując miejsca, w których wypas zwierząt najlepiej ograniczy zagrożenie pożarowe. Zarówno aplikacja jak i zwierzęta są oczywiście zarządzane przez człowieka.

Wypas, który chroni siedliska i ogranicza zagrożenie pożarowe, wymaga hodowli: utrzymywania zwierząt przez człowieka, zarządzania stadem i organizowania jego obecności w terenie. Ktoś musi dobrać rasę, zadbać o zdrowie zwierząt, zdecydować, gdzie i jak długo mają się paść. Bydło wykonuje swoją część tej pracy, zjadając roślinność, ale odpowiedzialność za cały system ponosi człowiek.

Bez bydła znika przyroda i bezpieczeństwo

Można i trzeba rozmawiać o dobrostanie zwierząt, ograniczaniu emisji metanu oraz sposobach prowadzenia wypasu. Z tych rozmów powinny wynikać lepsze warunki utrzymywania bydła i skuteczniejsze gospodarowanie, ale nie postulat likwidacji hodowli, który pomija zależności, dzięki którym istnieje znaczna część chronionej dziś przyrody.

Usunięcie stad uruchamia konkretny ciąg zmian: gdy ustają wypas i koszenie, kwitnące łąki zarastają wysoką roślinnością, później krzewami i drzewami i znikają warunki potrzebne gatunkom, które chcemy chronić. Na wielu terenach ta roślinność podczas suszy zasila pożar, który niszczy setki tysięcy hektarów, tysiące domów ale także zabija ludzi. Wizja przyrody uwolnionej od człowieka i jego zwierząt gospodarskich pomija więc cenę tego „uwolnienia”: utratę siedlisk i wzrost zagrożenia dla mieszkańców. Utrzymanie znanego nam krajobrazu wymaga obecności bydła oraz ludzi, którzy nim gospodarują.

#FunduszePromocji